O autorze
Zakładki:
|
^^Boże, użycz mi pogody ducha, abym się godził z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić i szczęścia, aby jedno z drugim mi się nie popieprzyło^^ S.King
poniedziałek, 02 listopada 2009
Siedzimy w łodzi, blisko brzegu, zarazem w Polsce i nie Polsce. Opiekun wycieczki gada coś, ja swoim zwyczajem skupiam się na nieboskłonie, przez który co i rusz przelatują samoloty. "Pewnie gdzieś niedaleko jest lostniko", przebiega mi przez głowę błyskotliwa myśl. Moją uwagę przykuwa samolot, za którym zaczyna się ciągnąć grubsza niż zazwyczaj biała smuga. Nagle samolot miast wzbijać się w powietrze, pikuje ostro w dół i spada do wody nieopodal naszych łódek. Zostajemy wypchnięci na brzeg. Wypluwając piasek z ust przez głowę przelatuje mi myśl, iż "prędzej szczeznę niż mój tyłek zasiądzie na fotelu tych piekielnych maszyn". Tymczasem na horyzoncie pojawiają się pontony. To ludzie z samolotu zaczynają plynąć do brzegu. Ludzie na plaży zaczynają wrzeszczeć (no wiecie, szok, niedowierzanie, nieświeży oddech i te sprawy) i płakać, moja koleżanka krzyczy mi do ucha, że trzeba to oblać (pozdro Magda :P). Mój szok osiąga stan krytyczny gdy widzę, że ludzie, którzy dopiero co uszli z życiem z katastrofy, domagają się kiełbasy (po angielsku ofkoz; we śnie każdy może być poliglotą, c'nie? :P). Koniec sceny I. Zmiana scenografii. Na dwóch pryczach leżą dwie osoby. Jedna to matka, świeżo po porodzie, z metalową smyczą na szyi (???). Druga to jej dziecko, bardziej przypominające nieświeżą gąbkę. Owo 'dzieciątko' nie oddycha. Na pytania zszokowanej mamy, czemu jej dziecko jest takie, Mroczny Pan otwiera bobasowi czaszkę i wymienia mózg na inny. Rozlega się kwilenie. "To antybiotyki w jedzeniu uczyniły potwora z pani dziecka" (wtf?), rzekł Pan. "Przeszczepiliśmy mu mózg dziecka zdrowego, nieskażonego." Okazuje się, że to wszystko ma miejsce na pokładzie samolotu. Mroczny Pan odchodzi do innego pomieszczenia. Koniec sceny II. Pomieszczenie (w Wiadomo Którym Samolocie) wypełnione Poważnymi Ludźmi. Na tablicy jakieś wykresy (matura z matematyki tuż tuż?). Mroczny Pan wiedzie prym w tym towarzystwie. Wstaje i zaczyna przemawiać (tu dopiero się zaczyna!): "Sytuacja naszego kraju zmusza nas do skorzystania z Ostatecznych Środków. Nasze dzieci są słabe, chorowite lub rodzą się jako istoty niepodobne do człowieka. Jedzenie jest pelne syfu, antybiotyków i sterydów. W naszym kraju nie ma już dla nas nadziei. Na szczęście, dawno temu obmyśliliśmy plan awaryjny. Słuchajcie więc: na pokładzie tego samolotu znajdują się wyselekcjonowane jednostki, które rozpoczną kolonizację tych terenów. Wyplenimy jej rodowitych mieszkańców, zwanych Polakami, i zaludnimy go Amerykanami". Rozlegają się oklaski. Koniec sceny III. Widok na pasażerów. Wygladają jak normalni ludzie. Raptem rozlega się głos: "za 2 minuty zostaną wyłączone silniki samolotu. Wszystko przebiega zgodnie z planem. Po wodowaniu proszę postępować zgodnie z procedurami". Czuć rosnącą ekscytację tłumu. Gdy samolot opada w dół, słychać głos mówiący "wreszcie będę miał pod dostatkiem Podwawelskiej!" Koniec. Nie dośniłam dalszego ciągu, ale może to i lepiej :D Pamiętajcie, dzieciaczki: nie mieszajcie wódki z piwem! Choćby i 10 razy wam nic nie było po takiej mieszance, w końcu się zerzygacie! A potem jeszcze przyśni się wam coś takiego... ;)
wtorek, 30 czerwca 2009
Co prawda już nie pada, ale padało. I wtedy też urodził się ten niezwykły statek. ![]() Jestem z siebie dumna. Wy się i tak śmiać możecie, mojej radochy i satysfakcji to nie zmieni :P Przecie jest piękny!
sobota, 06 czerwca 2009
Na pewno zetknęliście się kiedyś z osobą z tej drugiej grupy. Może nawet kumplujecie się z taką osobą? I znacie ten syndrom wiecznego nieszczęścia i niezadowolenia, i mówienia o nim? Pal licho takie gadki, każdy od czasu do czasu musi się wygadać i ponarzekać sobie. Ale takie osoby mówią ciągle TYLKO o sobie. "Ja, moje problemy, smutki, porażki, ale też radości, głupoty, nowy sweter, jajecznica...". Słuchacie tego wszystkiego, radzicie, pocieszacie, wspólnie się śmiejecie z tego, co ta osoba mówi tylko o sobie. Co zrobić? Przecież to osoba ci bliska. Tak bliska, że nigdy nie pyta, co u ciebie, jak się czujesz, czemu TY jesteś dziś taka smutna. Na słowa "boli mnie głowa" odpowiedzą "a wiesz jak mnie boli?". Na zaczepkę będącą pretekstem do zwierzeń "życie potrafi być takie niesprawiedliwe" (nie każdy umie mówić otwarcie o tym, co mu siedzi na sercu) powiedzą "dokładnie. Znowu pokłóciłam się z...". Nie wiem, aluzje i eufemizmy to tropikalne gatunki roślin? Tak to wygląda. A gdy zaczniesz im mówić, że nie podoba ci się to, że też chciałbyś coś z tej przyjaźni, mówią "ale o co ci chodzi? Przecież jestem tu. Zawsze taka byłam/taki byłem. Czego ty oczekujesz? Ja się nie zmienię". A od innych oczekują, że będą jak prywatny dziennik, który tylko radzi, a sam nie ma życia i niczym się nie chce dzielić (i tak też ich traktują, pytanie "Co tam u ciebie?" nie przejdzie im przez gardło. Egoizm? Krótkowzroczność? Zarozumiałość? Nie umiem rozwikłać tej zagadki). I to ja mam za duże oczekiwania, bo też chcę czasem być po tej drugiej stronie "dziennika"...? Żeby nie było - sama nie jestem idealna. Bywam podła czy zarozumiała. Ale to nie odbiera mi prawa do mówienia tutaj o tym, co, poza sferą samej siebie, boli mnie w ludziach. Żeby nie było II - pisząc tę notkę, nie miałam na celu obrazić czy urazić kogokolwiek. Piszę o tym, z czym się zetknęłam i jak jestem traktowana sama, ale ludzi, którzy się tak zachowują jest zapewne więcej, więc nie jest to bezpośredni atak na kogokolwiek...
poniedziałek, 01 czerwca 2009
A tak, musiałam się uciec do mało wyrafinowanej metody 'dwa oka za oko'. Nie będę przybliżać o co i o kogo chodzi. Po prostu, za draństwo odpłaciłam większym draństwem. I pomogło. Umiejętnie stosowana i usprawiedliwiona zemsta popłaca (merytoryczny ton przeznaczony dla młodszej gawiedzi ;)). Emocje opadły, zaciśnięte dotąd pięści przekształciły się w palce, bluzgi nie zostały wypowiedziane, pojawiła się satysfakcja. Ale skutki zemsty mimo wszystko należy zaliczyć do tych długofalowych i nieprzyjemnych (a to ostrzeżenie dla niewiniątek :P). BTW. Ostatnia notka jest z 16 kwietnia. "Czadowa" fotka jest dowodem na to, że byłam wtedy na rowerze. Dziś, 1 czerwca, leje i jest zimno. Pogoda wie, jak uprzyjemnić okres oczekiwania na wakacje...
czwartek, 16 kwietnia 2009
![]() (Bez komentarzy na temat jakości - to tylko aparat z komórki, i to już nieco przestarzałej [ach, to dzisiejsze tempo rozwoju technologii!]). Aż morda się cieszy na widok zieleniącej się trawy, pączkujących drzew i krzewów, niebieskiego nieba... Rower też się cieszy (mój rozleniwiony zewłok już trochę mniej). Tyłek w troki, Panowie i Panie, wiosna ma nie być długa, a latem jest co innego do roboty niż eksploracja terenów zielonych :) (*hipokrytka i kłamczucha)
sobota, 21 marca 2009
![]() Powtórka z rozrywki? Ktoś powinien tej ptaszynie z notki niżej ukręcić ten wesolutki łepek... On ciągle śpiewa od rana! Czy ktoś zna jakieś ziemskie wytłumaczenie tego zjawiska? I może parę słów pociechy?
piątek, 13 marca 2009
http://ftw.blox.pl/resource/slowik2.mp3 (<--- kliknij) Ten mały drań obudził mnie dziś o 5 rano mimo zamkniętych okien. To chyba słowik, nie? W każdym razie, dzięki niezwykłemu talentowi lingwistycznemu mogę wam powiedzieć, cóż takiego on nam zwiastuje: "Mimo, że co jakiś czas prószy śnieg, jest buro i zimno, nie lękajcie się - niedługo nadejdzie upragniona wiosna z całą swą zielenią, świeżością i słońcem, a po niej - lato, oczekiwany niecierpliwie czas radości, rozpusty i nieróbstwa." Tak, niewątpliwie to chciał nam przekazać ów ptak. Słodka i dobra to nowina. Ale czas, niestety, powrócić do świata Tu i Teraz mimo, że świat ten jest bardzo nieatrakcyjny. Cóż, żeby Jutro było dobre, to Dziś trzeba pracować. Bo jak to mówią - "nikt za ciebie twojego życia nie przeżyje". Paskudne to słowa, lecz niestety prawdziwe...
wtorek, 10 marca 2009
Dziś pół drogi do domu jechałam w tramwaju, który przesycony był zapachem świeżych bzów. Nie wnikałam w to, czy to perfumy Bolce&Sawana jakiejś babci-modnisi, czy po prostu mieszanka różnych zapachów (na bzy chyba jeszcze za wcześnie...?). Siedziałam i wchłaniałam ten zapach. Najpiękniejsza chwila jaką przeżyłam od 2 miesięcy (no dobra, był jeden fajniejszy, ale ten był mistyczny). Bo to już wiosna. Wiosna. Wiosna -----> lato. Lato. LATO. Tego właśnie sobie i wam życzę :)
środa, 04 lutego 2009
piątek, 16 stycznia 2009
To łatwiej byłoby mi teraz patrzeć Innym w oczy. A tak? Przecież chciałam dobrze. Dlaczego wyszło tak jak zawsze? Dlaczego zawsze tak wychodzi? Nic nie mogę zmienić? To po co to wszystko? Plany, postanowienia... Chęć prawdziwej zmiany... Ma to sens? Ja go nie widzę. To co - olać to wszystko? Nie no, tak nie można. Trzeba pchać ten wózek do przodu. Gdzieś tam jest Właściwie Miejsce, do którego zmierza chyba każdy z nas. Ono ma nas motywować do działania tu i teraz. Co, niestety, zbyt często nie daje efektów. Gdyby móc je zobaczyć choć przez chwilę, ujrzeć siebie za te 20 czy 30 lat - czy wyjdę na ludzi? Wygrzebię się z tego wszystkiego? Dam radę? Nikłe nadzieje. Bo i ten wózek za ciężki, i ja już nie mam sił.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||